Post Pozytywny (Language of Liberty Camp)

Przeczytawszy dwa poprzednie wpisy na blogu mam wrażenie, iż wieje z niego jak dotąd przygnębiającym pesymizmem, tak jakby prowadzony on był przez Oskara Zrzędę z Ulicy Sezamkowej bądź Smerfa Marudę. Jako, że ogólnie rzecz biorąc, jestem ze swojego życia bardzo zadowolony, postanowiłem bardzo przyjemne doznanie, jakiego zaznałem na obozie organizowanym przez Language of Liberty Institute w słowackich Vrutkach.

Sama misja tego instytutu jest ze wszech miar szczytna – nauczać języka angielskiego na podstawie rozmów o wolności i lektury dzieł, które zbudowały wolny świat. Dodawszy do tego lektorów przyjeżdżających z najdalszych zakątków świata (w tym roku m.in. Malezja, Hawaje i Kanada) specjalnie na tę okazję wyłania nam się obraz świetnej imprezy, która intelektualnie rozwijając świetnie bawi.

Nie inaczej odbieram je jako dwukrotny już uczestnik. Mimo, że instytut organizuje je w różnych miejscach (na mapie tegorocznych kursów mamy Słowację, Azerbejdżan, Ghanę, Polskę i Litwę) dwukrotnie wybrałem się na obóz u naszych południowych sąsiadów. Bliskość imponujących gór (okolice Liptowskiego Mikulasza), tanie kwatery i żywność sprawiają, że obóz nabiera również wysoką wartość krajoznawczą.

Jednak obóz Language of Liberty to dla mnie przede wszystkim chłonięcie wspaniałej libertariańskiej atmosfery. Za każdym razem przyjeżdzają uczestnicy w różnym wieku, z różnych krajów, ale za to z bardzo podobnym podejściem do życia. Podejściem mówiącym, że dopóki jesteśmy wolni, życie jest fantastyczne. Dla wielu laików tematy, którymi żyjemy wydają się być absurdalne (np. czy mamy prawo zabijać komara jak brzęczy nam nad uchem?), lecz nie wynika to z naszego filozoficznego dzielenia włosa na czworo, jeno z wielkiego uwielbienia dla idei wolności. Tak nam na niej zależy, że nie chcemy nawet nieumyślnie ograniczać jej nikomu. Fascynującym jest za każdym razem możliwość poznania nowych libertarian miewających pomimo wszelkich podobieństw spore różnice. W tym roku spotkałem np. osobę będącą na drodze do zrzeknięcia się swojego obywatelstwa stając się przez to bezpaństwowcem. Zawsze uważałem to za wyjście zbyt radykalne, choć w rozmowie nie potrafiłem podać żadnych mocnych argumentów mogących je odrzucić. Jeśli kogoś interesuje ten temat bardziej polecam blog www.nostate.com

Znów po powrocie z obozu poczułem potrzebę bycia bardziej aktywnym. Chcę coś stworzyć, rozkręcić jakiś biznes, zrobić ‘coś, gdzie wcześniej nic nie było’. Na przekór lenistwu, na przekór światu, na przekór urzędnikom zmieniających coś w nic. No… i znów wszedłem na temat biurokracji – czas kończyć zanim znów zacznę zrzędzić.

Oto zdjęcie tegorocznych uczestników na słowackim obozie:

Advertisement

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Connecting to %s

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.